Wodniak jądra po operacji żylaków powrózka nasiennego

Opiszę moją sytuację, żeby było wszystko klarowne.

Do urologa trafiłem, gdyż wyczułem gulkę obok lewego najądrza. Lekarz wysłał mnie na USG wyszło, iż jest to torbiel nasienna i że to nic złego więc nie ma co tego ruszać. Przy okazji okazało się że mam żylaki powrózka nasiennego po lewej stronie, więc mój lekarz zalecił operacja. Przy zabiegu nie wycinano jednak torbieli, gdyż lekarze mówili, że nie ma takiej potrzeby pobrano jedynie jej zawartość w badaniu wyszło, że nie ma bakterii wykryto jedynie obecność plemników. Jako, że torbiel nie była wycinana lecz nakłuwana powróciła ale jest nawet mniejsza na dzień dzisiejszy niż wcześniej (miała 8mm teraz 5mm). Od zabiegu żylaków minęło prawie trzy lata co roku chodzę najpierw na kontrolne usg, a następnie na konsultacje z urologiem, który mnie operował. Co do żylaków to podobno jest wszystko ok. W piątek miałem ostatnie USG i przytoczę dokładnie jego treść: *Jądro prawe o objętości 20ml, jądro lewe o objętości 18-19ml. Oba jądra wraz z najądrzem prawym jednorodne, bez cech zmian o charakterze ogniskowym, lewe opłaszczone niewielkim wodniakiem, którego objętość nie przekracza objętości jądra, prawe opłaszczone miernie większą od fizjologicznej ilością wolnego płynu. W obrębie głowy najądrza lewego widoczna jest torbiel o średnicy 5mm. Naczynia splotu wiciowatego po stronie lewej obfite - średnice pojedynczych naczyń do 3mm, w trakcie próby Valsalvy bez ewidentnej fali zwrotnej.*

Od razu spytałem radiologa to powiedział, że można powiedzieć iż jest wszystko ok. Tego samego dnia miałem wizytę u urologa wcześniej oczywiście przestudiowałem internet i naczytałem się o tym wodniaku i byłem przekonany, że mój lekarz skieruje mnie na zabieg. Poszedłem więc ze ściętą głową w domu jeszcze nic nie mówiąc (mam 22 lata). Lekarz mnie pamiętał, kazał się położyć i najpierw zbadał żylaki i powiedział że jest ok. chociaż o nie akurat się nie martwiłem, bo wiedziałem że jak bez fali zwrotnej to będzie dobrze. Kazał się ubrać i przeczytał wynik usg i powiedział, że w porządku on tu nic nie ma do roboty. Ja oczywiście dalej ciągnąłem i pytam o co tu chodzi z tym wodniakiem, że rok temu w badaniu tego nie było, że się naczytałem, że bezpłodność itd a ten cytuje: *coś Ty*. Powiedział, że to, że woda jest to jest normalne, a u kilku procent po operacji żylaków pojawia się wodniak, ale żebym sobie tym nie zawracał głowy, bo u mnie on nie jest problemem, bo jest mały. Uspokoiłem się trochę, ale czasami jak sobie przypomnę to mi nie daje to spokoju dlatego piszę. Chciałem spytać czy faktycznie u mnie nie ma wskazań do operacji (nie wyczuwam żadnego powiększenia moszny) czy jednak jeszcze trzeba się skonsultować z innym lekarzem. Po drugie czy to normalne że objętości jąder się zmieniają? W tym badaniu miałem jądro prawe o objętośći 20ml, jądro lewe o objętości 18-19ml, ale np. rok temu prawe 21 a lewe 19-20.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

specjalista chirurg ogólny Tomasz Stawski
odpowiedzi udzielił

specjalista chirurg ogólny Tomasz Stawski

Lek. Tomasz Stawski jest lekarzem od 2000 r. Posiada specjalizację medyczną w zakresie chirurgii ogólnej. Pacjentów przyjmuje w gabinecie specjalistycznym przy ulicy Grunwaldzkiej oraz na Oddziale Chirurgii Ogólnej i Endokrynologicznej w Szpitalu Wielospecjalistycznym w Jaworznie. Obecnie jest doktorantem Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Jego szczególne zainteresowania w swojej profesji to chirurgia małoinwazyjna i plastyczna oraz diagnostyka ultrasonograficzna.

Rzeczywiście w tym co Pan opisuje nie widzę nic niepokojącego. Wodniak widoczny w USG jest śladowy (płaszczowy) i nieistotny klinicznie (brak ewidentnego powiększenia jądra). Prawdopodobnie taki stan jest następstwem leczenia operacyjnego żylaków powrózka nasiennego. Normalny, niegroźny stan, nie mający wpływu na funkcjonowanie jądra. Niebezpieczeństwem były żylaki powrózka nasiennego, ale ten problem został już rozwiązany operacyjnie. I bardzo dobrze.

To, że jest obecnie niewielki wzrost objętości jąder (1 ml) może być także nieadekwatne do rzeczywistości (błąd pomiarowy, inny radiolog wykonujący USG) - nie ma to zresztą też znaczenia klinicznego.